Dzisiaj jest: Poniedzia_ek 24 lipca 2017 roku.
Imieniny:
 Nieoficjalna strona miejscowości Podlesice II - Witamy serdecznie!
  Zdarzyło się tutaj
barlowWe śnie śnieżące pola, czyli co się stało z Murzynem Joela Barlowa

Kilka minut po północy 26 grudnia 1812 r. poczthaltera Grzywaczewskiego oraz koniuszego Kiryła na stacji pocztowej Żarnowiec w powiecie pilickim, w departamencie krakowskim, budzą odgłosy parskających na placyku koni. Poczthalter przeciera ze zdumieniem zapuchnięte oczy. Nie spodziewa się już dzisiaj żadnego kursowego dyliżansu, a szybki rzut oka na zegarek ze srebrną dewizką wyklucza taką możliwość. Ciężki, gęsty śnieg wiruje za oszronioną błoną szyby i nie pozwala dostrzec na podwórzu choćby konturów niespodziewanych gości. „Ki diabeł”- cedzi przez zęby poczthalter sam do siebie, podczas gdy Kirył głupkowato się uśmiecha i trzyma w wielkiej jak bochen łapie dębowy orczyk. Ostatnie napady na stacje pocztowe w Miłosnej i Żelechowie nie pozwalają obsadom stacji na trakcie głównym spać spokojnie. Poczthalter nerwowo szarpie się z portkami. Walenie do drzwi połączone z niezrozumiałym bełkotem dudni głucho w sieni.

Grzywaczewski nie trafia w cholewę buta i z podwiniętymi portkami wali się na podłogę. Koniuszy parska śmiechem, ale zaraz się reflektuje i pomaga zwierzchności wstać z desek. W sieni dudni jak w studni, koniuszy idzie pierwszy z orczykiem na głową, a za nim z kroczy poczthalter z ogarkiem. Pytanie Kiryła: „Ktoś ty, człowieku?” trafia w próżnię a ściślej w niezrozumiały bulgot, który teraz już tylko narasta za zamkniętymi drzwiami. Grzywaczewskiemu grdyka lata ze strachu jak oszalała, a i koniuszego krople potu wystąpiły na czoło. Wreszcie Kirył nie wytrzymuje i odsuwając zasuwę, bije na oślep w mrok, o, tak prewencyjnie, jak bije często, żeby nie uszkodzić jegomościa poważnie, ale doprowadzić do stanu komunikacyjnego. Kirył ma taki zamiar, Kirył tak chce, Kirył tak potrafi, ale z niezrozumiałych dla Kiryła przyczyn orczyk spada w pustkę, a ułamek sekundy później w głowie koniuszego eksploduje błyskawica. Starszy poczthalter Grzywaczewski w mętnym świetle świeczki pośród grudniowej nocy rejestruje diabelskie oblicze i czarną dłoń, która potężnym sierpem zwala z nóg jego podwładnego, by po chwili stopić się z mrokiem.. Mróz ściska serce urzędnika, nogawka spodni robi się wilgotna i ciepła, a wtedy z ciszy podwórka rozlega się głos: „Na miłość boską, ludzie, nie bijcie się! Tutaj! Ratujcie póki czas!”. Trójka ludzi niesie przez podwórze stacji na końskich derkach człowieka opatulonego szczelnie baranim kożuchem, a Grzywaczewski z otwartymi ustami wpatruje się w jednego z nich. Twarz tego człowieka jest czarna jak smoła.

26 grudnia 1812 roku w małym miasteczku Żarnowiec leżącym w powiecie pilickim departamentu krakowskiego, przy trakcie pocztowym prowadzącym z Warszawy na Kraków zmarł na zapalenie płuc Amerykanin Joel Barlow. Na żarnowieckiej stacji pocztowej próbowano uratować ciężko chorego, miejscowy lekarz niewiele jednak mógł zrobić, (antybiotyki pojawiły się w powszechnym użyciu dopiero 150 lat później). Przy konającym Amerykaninie czuwali jego bratanek Thomas Barlow, urzędnik Ministerstwa Spraw Zagranicznych Francji o nieznanym nazwisku oraz także nieznany z imienia i nazwiska czarnoskóry służący – członek prywatnej, można by powiedzieć jednoosobowej ochrony Joela Barlowa.
Kim był człowiek, który do dzisiaj spoczywa w Żarnowcu pogrzebany w obrębie murów przykościelnego cmentarza (dokładne miejsce pochówku trudno ustalić, ponieważ nagrobek uległ zniszczeniu)?
Urodził się 24 marca 1754 r. w Redding (kolonia Connecticut). Był synem Samuela i Ester Hull. Kształcił się w Yale College w New Haven, gdzie w 1778 r. uzyskał dyplom. Po wyjściu ze szkoły dał się poznać, ogłosiwszy w tym samym roku swe pierwsze utwory [i]The American poems[/i]. Chociaż przez rodziców został przeznaczony do zawodu prawnika, jednak wobec wojny o niepodległość kolonii amerykańskich (1776-1783) zaczął pełnić przy armii kontynentalnej obowiązki kapelana wojskowego. Już po zawarciu angielsko-amerykańskiego traktatu pokojowego założył w 1784 r. w Hartford tygodnik polityczny „American Mercury”. Dołączył wtedy do grupy poetów i pisarzy, dziennikarzy i polityków zwanych „uczonymi z Connecticut”, reprezentujących umiarkowane, zachowawcze skrzydło obozu niepodległościowego. W 1784 r. napisał wielki poemat alegoryczny The Vision of Columbus, przesycony duchem oświeceniowego racjonalizmu i optymizmu, kreślący wizję przyszłej wielkiej Ameryki i braterstwa wolnych ludów. W poemacie znalazły swój wymiar marzenia autora o prawach człowieka. Dzieło to jest dokumentem prób stworzenia narodowej epiki amerykańskiej. Joel Barlow zyskał wtedy miano „amerykańskiego Homera”. W 1788 r. wybrał się do Anglii jako agent Scito Company, zajmującej się sprzedażą gruntów w Ohio, lecz w działalności tej nie odniósł sukcesów. Dał się jednak poznać jako zagorzały republikanin i wielbiciel rewolucji francuskiej, zapoczątkowanej w roku następnym (14 lipca) zdobyciem Bastylii.
W 1791 r. w Londynie poznał Louisa Littlepage’a, Amerykanina z Wirginii, ówcześnie tajnego sekretarza Stanisława Augusta Poniatowskiego, za pośrednictwem którego przekazał polskiemu władcy list wyrażający podziw dla niego oraz egzemplarz swego poematu „The Vision of Columbus”, gdzie wspomniał o udziale Tadeusza Kościuszki w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych.
W 1792 r. Barlow przybył do Paryża. Pod koniec 1795 r. został mianowany konsulem amerykańskim w Algierze, gdzie w wyniku jego udanych rokowań z dejem Hassanem Paszą (podporządkowanym formalnie sułtanowi tureckiemu Selimowi III) odzyskało wolność około 150 kupców amerykańskich, a Stany Zjednoczone otrzymały dokument, chroniący statki tego kraju przed atakami piratów muzułmańskich.
W 1811 r. prezydent James Madison mianował Joel Barlowa Ministrem Pełnomocnym Stanów Zjednoczonych we Francji. W wyjeździe do Francji towarzyszył mu bratanek Thomas. Zadaniem Barlowa miało być zawarcie traktatu handlowego pomiędzy Francją a Stanami Zjednoczonymi oraz uzyskanie od Francji odszkodowania za statki i towary amerykańskich kupców, zarekwirowane w ostatnich latach w następstwie „blokady kontynentalnej” - zakazu handlu z Anglią, wprowadzonego przez Napoleona I na terenie całej opanowanej przez niego Europy.
Rokowania w sprawie traktatu, prowadzone w Paryżu, postępowały pomyślnie. Sprawa odszkodowań okazała się jednak skomplikowana. Niestety, przygotowania Francji do wojny z Rosją przerwały toczące się rozmowy niemal tuż przed ich ukończeniem. Cesarz 9 maja 1812 r. opuścił Paryż, rozpoczynając niebawem Drugą Wojnę Polską. Tymczasem, wobec wybuchłej wojny angielsko-amerykańskiej, uregulowanie spraw między Francją a Stanami Zjednoczonymi stawało się zadaniem niezwykle pilnym. Rozumiał to minister spraw zagranicznych cesarstwa Huges Bernard Maret, książę Bassano, najbliższy współpracownik polityczny Napoleona, przebywający wraz z częścią swego personelu w Wilnie. W październiku zawiadomił on Joela Barlowa, że cesarz może mu udzielić audiencji na terenie Rosji. W połowie października Minister Pełnomocny Stanów Zjednoczonych wyruszył w daleką podróż, zabierając ze sobą Thomasa jako sekretarza i służącego Murzyna. Nie mógł wówczas wiedzieć, że Wielka Armia opuściła już Moskwę i cofała się na zachód. Do Wilna przybył 18 listopada. Tutaj uzyskał informację, że cesarz spodziewany jest w tym miejscu za kilka dni, a miasto – być może – będzie jego kwaterą główną podczas zimy lat 1812-1813.
Pobyt w Wilnie przeciągał się. Nieświadomy katastrofy Wielkiej Armii Joel Barlow oczekiwał na przybycie Napoleona. Tymczasem wstrząsające wieści o makabrycznym, zimowym odwrocie wojsk cesarskich sprawiły, że książę Bassano uznał obecność ministra pełnomocnego Stanów Zjednoczonych (a także innych dyplomatów zagranicznych) za niepożądaną i zobowiązał go do udania się do Warszawy.
Amerykanin opuścił Wilno 5 grudnia, w warunkach niezwykle trudnych – dotyczyło to zarówno komunikacji i stanu służby pocztowej, jak i warunków atmosferycznych. Już 13 grudnia przybył do Warszawy, by niebawem, 17 grudnia ruszyć do Krakowa. Droga wiodła traktem krakowskim przez Grójec, Opoczno, Małogoszcz i Żarnowiec, gdzie zakończyła się. Już z początkiem podróży, wskutek zimna i trudów pospiesznej jazdy Joel Barlow zachorował na zapalenie płuc. Wystąpiła silna gorączka i gwałtowne osłabienie. W rejonie Radoszyc chory, lecz przytomny Minister Pełnomocny polecił zabrać z traktu do powozu zamarzniętego człowieka w wojskowym uniformie. Okazał się nim ppor. 5 Pułku Strzelców Konnych Adam Jakub Piwowarski (rodem z podmiechowskiej Tczycy), który z Warszawy został skierowany jako kurier do hrabiego Aleksandra Colona-Walewskiego w Iwanowicach, a więc w swoje rodzinne strony.
Pogrzebem Joela Barlowa 28 grudnia 1812 r. na cmentarzu przykościelnym, gdzie wówczas grzebano zmarłych, zajęła się gościnna rodzina Blaskich oraz ppor. Adam Jakub Piwowarski; ten później (po swym powrocie spod Lipska) ufundował w kruchcie kościoła tablicę z marmuru dębnickiego upamiętniającą człowieka, któremu zawdzięczał życie. Po kilku latach (za Królestwa Kongresowego) kosztem wdowy Ruth Barlow został wzniesiony na cmentarzu przykościelnym nagrobek kamienny. W ciągu kilkudziesięciu lat nie zostało jednak z niego żadnego śladu.

Pojechałem do Żarnowca przed świętami. Prawie 188 lat później bez trzech dni. Senne prowincjonalne miasteczko zasypane grubą warstwą śniegu wydawało mi się jeszcze bardziej wyludnione i opuszczone niż moje Podlesice. Przypomniał mi się przytoczony na żarnowieckich forach internetowych żart: „Joel Barlow musiał umrzeć, gdy zobaczył Żarnowiec”. Wrażenie potęgowały puste ławki w parku na rynku i wiatr unoszący tumany śnieżnego pyłu wokół kościoła Narodzenia NMP – celu mojej podróży. Wchodzę do otwartego przedsionka kościoła i zaraz po prawej stronie na wysokości wzroku odnajduję tablicę z czarnego marmuru. zawieszoną tutaj przez Adama Piwowarskiego. Z niewielkiego medalionu patrzy na mnie Joel Barlow, zaczesane gładko do tyłu włosy spięte zgodnie z ówczesną francuską modą w kucyk, mięsisty nos i mocno zarysowany podbródek. Skąd Piwowarski wytrzasnął tę podobiznę – myślę – przecież nie kazał medalierowi „szyć” na podstawie mglistego rysopisu, może sporządzono maskę pośmiertną? Ale kto by się tam bawił w Żarnowcu w maskę pośmiertną, szkoda zachodu. Nie wiem. Po prostu nie wiem. Może medalier wybił to na podstawie jakiejś starej litografii któregoś z Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych? Para z oddechu skrapla się na gładkiej powierzchni marmuru. Czy Barlow wiedział, że umrze? Czy domyślał się, że odwali kitę na zabitej dechami i przysypanej śniegiem prowincji Midlle-East Europe, jego nagrobek porośnie trawa, a potem rozsypie się w proch? Czy prosił w ostatniej godzinie Najwyższego, żeby nie dał mu odpalić w kosmos w takiej dziurze, czy może wzorem swoich wielkich poprzedników poetów klasyków wszystkich krajów oświeconego świata uśmiechał się spokojnie, ze sporą dozą ironii i humoru traktując swoje odejście. Nie wiem. Po prostu nie wiem. Wiem natomiast, że dla mnie Żarnowiec zawsze będzie kojarzył się z cichym dramatem zimowej nocy 1812 r. i Murzynem, który rozpłynął się jak czarny kruk w krajobrazie polskiej zimy. Wyszedłem z kruchty. Płatki śniegu wirowały jak oszalałe, a mi w głowie wystukiwał rytm elegijny wiersz – Panie i Panowie trzeba to odczucie nazwać po imieniu – innego odjechanego amerykańskiego poety, nomen omen, Roberta Frosta (Frost – Mróz). Spoczywaj w pokoju Barlow Joelu.

Stopping By Woods On A Snowy Evening

Whose woods these are I think I know.
His house is in the village, though;
He will not see me stopping here
To watch his woods fill up with snow.

My little horse must think it's queer
To stop without a farmhouse near
Between the woods and frozen lake
The darkest evening of the year.

He gives his harness bells a shake
To ask if there's some mistake.
The only other sound's the sweep
Of easy wind and downy flake

The woods are lovely, dark, and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep,
And miles to go before I sleep.

Przystając pod lasem w śnieżny wieczór

Wiem, czyj to las: znam właścicieli.
Ich dom jest we wsi; gdzieżby mieli
Dojrzeć mnie, gdy spoglądam w mroku
W ich las, po brzegi pełen bieli.

Koń nie wie, czemu go w pół kroku
Wstrzymałem: żadnych zagród wokół;
Las, lód, jeziora - tylko tyle
W ten najciemniejszy wieczór roku.

Dzwonkiem uprzęży koń co chwilę
Pyta, czy aby się nie mylę.
Tylko ten brzęk – i świst zawiei
W sypiącym gęsto białym pyle.

Ciągnie mnie w mroczną głąb tej kniei,
Lecz woła trzeźwy świat nadziei
I wiele mil od snu mnie dzieli,
I wiele mil od snu mnie dzieli.

Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.nndb.com/people/506/000048362/
Przemysław Gancarczyk

świeczka180 lat od wybuchu powstania listopadowego z perspektywy Podlesic II

29 listopada 1830 r około godziny osiemnastej pod Belweder w kompletnych ciemnościach (pierwsze latarnie gazowe w Warszawie zainstalowano dopiero 26 lat później) od strony ulicy Dzikiej podkrada się grupa 24 spiskowców. Cel mają jasny – zabić Wielkiego Księcia Konstantego, brata cara Rosji Mikołaja I i Naczelnego Wodza armii Królestwa Polskiego. Pałacu strzeże zaledwie trzech żołnierzy-inwalidów uzbrojonych w... szable. Na widok wyłaniających się z mroku postaci uciekają. Spiskowcy od wejścia wrzeszczą: „Śmierć tyranowi!”. Zaalarmowany krzykiem czy też ostrzeżony przez służbę Wielki Książę Konstanty ucieka z pałacu, przebrany za kobietę. Zamach na faktycznego namiestnika cara w Polsce nie powiódł się. Tak niefortunnie rozpoczyna się jedno z najbardziej „prowizorycznych” i chaotycznych polskich powstań narodowych – Powstanie Listopadowe.

W tym samym czasie wysoki, śniady mężczyzna przed pięćdziesiątką w wiosce Szreniawa (powiat stopnicki, województwo krakowskie) zapala w folwarcznej izbie stearynową świece (wynalazca lampy naftowej Ignacy Łukasiewicz ma dopiero 8 lat). Tym mężczyzną jest Jan Olrych Szaniecki, wybitny adwokat i poseł na Sejm Królestwa Polskiego, właściciel majątku Szreniawa. Sławę i pieniądze przyniosła mu obrona w największym w historii polski procesie o latyfundia ziemiańskie, procesie o ordynację Myszkowskich i Wielopolskich. Właśnie Olrychowi powierzono obsługę prawną i reorganizację zadłużonej ordynacji. Przygotowany przez Olrycha projekt zakładał sprzedaż znacznej części majątków. W kwietniu 1813 r. zawarto odpowiednią ugodę. Korzystając z okazji, Olrych osobiście nabył znaczną część ogromnie zadłużonych majątków, w tym Szreniawę i Pinczów. W 1825 r. został wybrany na przewodniczącego sejmowej komisji ds. cywilnych i kryminalnych. Głównym przedmiotem jego działania w parlamencie jest kwestia włościańska. W Szreniawie trzy lata wcześniej zniósł pańszczyznę, zastępując ją czynszówką, i nadał chłopom we wsi oficjalne nazwiska.

Szaniecki, wytężając wzrok, patrzy przez okno i próbuje dostrzec kontury drewnianego kościoła. Obiecał księdzu Litychowskiemu, że wstąpi jeszcze dzisiaj na kieliszek czegoś mocniejszego, ale głowę zaprzątają mu już inne sprawy. Siada przy masywnym, dębowym sekretarzyku, przysuwa świece i maczając pióro w inkauście, kreśli na białej karcie pierwsze słowa: „Odznaczmy sejm nasz teraźniejszy uchwałą niszczącą ostatni zabytek feudalizmu – pańszczyznę. Uchwała ta postawi Polskę na stopniu odpowiednim cywilizacji europejskiej, na stopniu szczęścia i swobód prawdziwej wolności. (...) Milion rąk podniesiemy ku obronie tej ziemi (...)”. Jest druga w nocy, kiedy Szaniecki wstaje z krzesła, budzi swojego woźnicę Macieja i każe przygotować kolasę do drogi. Po dwóch godzinach wyruszają do stolicy traktem krakowskim. W Warszawie o trzeciej w nocy powstańcy i plebs warszawski wynoszą ze zdobytego Arsenału broń. W Szreniawie z nieba spadają pierwsze płatki śniegu.

Przemysław Gancarczyk

» Pogoda dla Podlesic II
Partnerzy
eWolbrom.pl - Wolbromski portal ogłoszeniowo-reklamowy | Świetokrzystkie forum slubne | Katalog stron | Blog ślubny | Forum Wolbrom
Copyright ˆ 2010-2011 Podlesice II - Realizacja Shimer@o2.pl
Właściciele strony nie biorą odpowiedzialności za treści zamieszczone przez osoby trzecie ani za teksty cytowane lub pochodzące z innych serwisów (np. YouTube).