Dzisiaj jest: Poniedzia_ek 24 lipca 2017 roku.
Imieniny:
 Nieoficjalna strona miejscowości Podlesice II - Witamy serdecznie!
  Historia
Na wstępie tego krótkiego opracowania chciałabym zaznaczyć, iż będzie ono na bieżąco uzupełniane, ponieważ wciąż zbieram i redaguję materiały faktograficzne i wspomnieniowe. Zainteresowanych proszę o zaglądanie na stronę - na pewno pojawią się na niej nowe, ciekawe informacje. Liczę także na konstruktywne uwagi, sprostowania i uzupełnienia zebranych wiadomości.
Zapraszam do lektury uzupełnionej historii Podlesic oraz wątku dotyczącego budowy kolei.

Chciałabym serdecznie podziękować wszystkim osobom, które okazały życzliwe zainteresowanie dla moich poszukiwań, służyły mi wsparciem i pomocą, a także udzieliły (i udzielają) niezwykle cennych informacji i wskazówek. Dziękuję przede wszystkim moim Rodzicom i członkom rodziny. Swoją ogromną wdzięczność pragnę również wyrazić pp. Struzikom. Pan Jerzy Struzik poświęcił bardzo wiele czasu, odpowiadając na moje pytania dotyczące Podlesic, udzielając mi szczegółowych, nieocenionych informacji, a nawet spisując swoje wspomnienia. Dziękuję także mojemu wujostwu, pp. Długoszewskim, którzy zawsze znajdowali czas na rozmowę ze mną, cioci Stanisławie Oleksy, a także wujkowi Romanowi Sewerynowi i pani Zofii Gawron.

Zarys ogólny historii Podlesic II

Nazwa Podlesice pojawia się już w dokumencie z 25 lipca 1327 roku, dotyczącym nadania braciom przyrodnim Wolframowi i Hilaremu, sołtysom wsi Dłużec, lasów położonych wokół tej wsi oraz zezwolenia na karczunek aż do granic istniejących już wsi: Pilica, Udórz, Szeszelniki, Podlesice, Wierzchowisko i Gołaczewy (A. Pankowicz, Wolbrom. Studium przestrzeni miejskich w okresie staropolskim, Wolbrom 1998, s. 28). Nazwa początkowo miała formę Podleszycze, na niektórych mapach znaleźć można również błędny zapis Podlesie. Nazwa Podlesice II została wprowadzona w roku 1952 (R. Kyzioł, Jeżówka, zarys dziejów, Olkusz 2006, s. 19). K. Rymut (tegoż: Nazwy miejscowe północnej części dawnego woj. krakowskiego, Wrocław-Warszawa-Kraków, 1967) nazwę wsi wywodzi od imienia słowiańskiego Podleszyc (być może założyciela osady). Twierdzi, iż uznanie nazwy za topograficzną nie jest w pełni uzasadnione, ponieważ jest ona za stara - w średniowieczu każda miejscowość leżała pod lasem.

Jak podaje R. Kyzioł (op. cit., s. 152), Podlesice I i II początkowo były jedną wsią. W XV w. należały do Marcina Sulisławskiego, właściciela m.in. Sulisławic. W roku 1629 w Rejestrze Poborów Woj. Krakowskiego jako właściciel Podlesic figuruje Albert Zalewski (ibid., s. 49). Jak udało mi się ustalić w toku własnych poszukiwań (KSG), w II połowie XIX wieku dzierżawcą folwarku Podlesice był Hilary Zatorski (w 1865 roku urodził mu się syn Stanisław, a świadkiem, z którym zgłaszał narodziny dziecka w parafii Szreniawa, był mój prapraprapradziadek Ludwik Mucha).

Pierwotnie Podlesice II zwane były Kolonią - jako część Podlesic (I), z którymi stanowiły jedną wieś położoną na równoległych wzniesieniach biegnących w kierunku wschód - zachód. Gospodarstwa położone na poszczególnych wzniesieniach miały swoje nazwy używane powszechnie do chwili obecnej:
- stara wieś Podlesice zlokalizowana jest na południowym stoku wzniesienia północnego,
- Przysłonki i Wygoda zlokalizowane są na drugim wzniesieniu od strony południowej. Na tym wzniesieniu wybudowana została w czasie zaborów szerokotorowa linia kolejowa (szczegóły w części "Kolej i stacja w Jeżówce"),
- gospodarstwa Podlesic zlokalizowane na trzecim wzniesieniu od strony południowej nazwano Serwitem.
Podlesice II zlokalizowane są na południowym wzniesieniu graniczącym z Sulisławicami.

W XIX w. w pobliżu dworu Knaucha (lub Knauta - prawdopodobnie był on Niemcem), ówczesnego właściciela dóbr, zaczęto budować domy, a tak powstałą z czasem część Podlesic nazywano Kolonią lub Knauchowe, a w wieku XX Podlesice II. Z dokumentów, jakie posiadam, wynika, że nazwisko Knaucha było zapisywane (lub odczytywane) w jeszcze inny sposób - w dokumencie notarialnym widnieje "Ottomar Knant". Teren posiadłości był częściowo zalesiony i łączył się z zalesionymi terenami Sulisławic, Wierzchowiska i Jeżówki. Dwór Knaucha znajdował się mniej więcej w tym miejscu, gdzie teraz mieszkają pp. Osmendowie. Położenie w dolnej części wsi uwarunkowane było prozaiczną kwestią - problemem z dostępem do wody. Na terenie tej posiadłości istniała studnia, później zlikwidowana.
Dwór ten pod koniec XIX wieku, w okresie budowania linii kolejowej przez Carską Rosję (tory kładziono od Dęblina przez Radom, Kielce, Tunel, Jeżówkę, Wolbrom i dalej do Dąbrowy Górniczej), przeżywał bardzo trudny okres. Nabór pracowników do budowy kolei spowodował odpływ siły roboczej, dotychczas pracującej na rzecz dworu, w wyniku czego Knauch miał problemy z utrzymaniem posiadłości i na przełomie XIX i XX wieku umożliwił swojej służbie budowę własnych domów na jej terenie z drzewa ze swoich lasów, a także zaczął sprzedawać ziemię nowym osadnikom. Mój pradziadek Stanisław Seweryn kupił pole w Podlesicach właśnie od niego w 1904 roku. Na skutek sprzedaży ziemi od strony wschodniej jego dworu, na wzgórzu, wybudowano szereg domów, które nazwano Kolonią.

Okazało się, że te działania nie spełniły oczekiwań właściciela dworu. Sytuację pogorszył fakt, że po zakończeniu budowy torów kolejowych rozpoczęto budowę zakładów pracy w Olkuszu, Wolbromiu, Charsznicy, Jaroszowcu, Rabsztynie i Sławkowie. Okazało się także, że uruchomienie torów kolejowych wymagało zatrudnienia znacznej ilości ludzi do obsługi technicznej torów oraz taboru kolejowego. Z ramienia kolei budowano również domy mieszkalne (tzw. kazarmy) i małe jednorodzinne domy (tzw. budki), umiejscowione praktycznie przy każdym przejeździe przez tory kolejowe.
W tej sytuacji właściciel dworu wyprzedał swoją posiadłość, podzieloną na działki, okolicznym kolejarzom i chłopom, którzy w tym czasie posiadali już zgromadzone środki finansowe pozyskane przy budowie torów. Niektórzy byli pracownikami kolei różnych specjalności (głównie konduktorami i dozorcami przewożonych towarów, podróżujących z racji swego zawodu nawet daleko w głąb imperium carskiego).

Jak wyglądały nowo budowane domy? Oto fragment wspomnień p. Jerzego Struzika:
"Mój dziadek Józef Pijaj zatrudniony był na kolei jako konduktor pociągów towarowych, dzięki czemu w latach 90. XIX wieku kupił 6 morgów pola w Podlesicach (od Knauta) i wybudował obszerny dom drewniany szalowany deskami. W domu tym była sień, kuchnia, obszerny pokój z dwoma oknami, komora (podpiwniczona), spiżarnia na zboże, mąkę i drobne narzędzia. Pod jednym przykryciem była też stajnia dla konia, krów, świń oraz kur. Stajnia ta miała celowo małe okno, takie, aby nikt nie miał możliwości wejść do niej i ukraść krowy czy konia. Całe obejście domu obudowane było deskami i przykryte gontami. Niezależnie od tego wybudował również stodołę.
Wszystkie domy budowane były z drewna i pokryte strzechą ze słomy żytniej. Przetrwały do lat 50. XX wieku". (Niektóre dłużej, np. dom mojego stryja Stanisława Seweryna, na którym strzecha była aż do pożaru w latach 80. XX wieku - przyp. KSG).

Dwór na górce, którego budynek mieszkalny i pozostałości budynków gospodarczych możemy podziwiać jeszcze dziś, na pewno powstał przed rokiem 1924 (od tego czasu pracowała w nim pani Stanisława Kałwa, o czym poinformował mnie jej wnuk), dokładnej daty póki co nie udało mi się ustalić. Zbudował go i ogrodził (kamiennym murem od zachodu, z pozostałych stron siatką) Kazimierz Wosiński. Posiadał on 56 mórg pola i trudnił się pracą urzędniczą na Śląsku (był finansistą, pracował m.in. w kopalni "Renard" w Sosnowcu). Jego żona, Irena, uczyła w szkole w Sosnowcu.

Kazimierz Wosiński ulokował pieniądze w majątku Podlesice i stworzył dwór tętniący życiem, nowoczesny i dający zatrudnienie wielu mieszkańcom wsi. Budynek mieszkalny, jako jedyny na wsi, kryty był gontem. Wosiński miał 3 pary koni, około 12 krów i świnie. Pracował tu ogrodnik i służba, w tym liczni parobkowie. Od wschodniej i zachodniej strony dworu posadzone było wiele drzew owocowych. Wokół dworu ogrodzono 6 mórg, a z terenu dworskiego wyodrębniono 3 morgi lasu, traktowanego jako zaplecze opałowe. Kazimierz Wosiński wybił studnię i założył telefon we dworze, dzięki czemu mógł utrzymywać kontakt ze swoim zarządcą, rezydującym tu na stałe, Gajdeckim - pociągnął linię telefoniczną z Wolbromia. W czasie okupacji, gdy ludzie nie mieli czym palić w piecach, wykopywali słupy na opał i linia telefoniczna przestała istnieć. W miejscu, gdzie obecnie mieszkają pp. Ziołowie, mieszkał Wincenty Rosół, postawny mężczyzna, który był "reprezentacyjnym" fornalem dworskim. Do jego zadań należało wyjeżdżanie bryczką w sobotnie popołudnia na stację do Wolbromia i odbieranie przyjeżdżających z Sosnowca Wosińskich. Wosińscy mieli prawdopodobnie również mieszkanie w Warszawie, gdzie rezydowała pani Wosińska.

Po śmierci Kazimierza Wosińskiego, która nastąpiła na początku okupacji, zarządcą dóbr (a potem właścicielem ich pozostałości) został Edmund Skarżyński, a następnie jego syn, Michał, ostatni właściciel majątku. W okresie okupacji w dworze Skarżyńskich mieszkało razem z pracownikami około 50 osób. Jak domniemywa p. J. Struzik, w dworze w Podlesicach prawdopodobnie ukrywano Żydówkę. Być może Skarżyńscy zawiadywali również osiedleniem rodzin żydowskich w samej wsi (jest to tylko hipoteza). Pani Skarżyńska, której rodzina przed wojną posiadała prawdopodobnie majątki ziemskie Rybno i Rybienko koło Mińska Mazowieckiego, zmarła w czasie wojny (prawd. rak wątroby - p. J. Struzik na polecenie dworu przynosił jej morfinę z apteki w Wolbromiu). Skarżyńscy mieli pięcioro dzieci. Dwóch najstarszych synów, marynarz i oficer (prawd.), zginęło w czasie wojny. Trzeci z kolei był Michał, a następnie Hania i Teresa. Dzieci miały dwie guwernantki; jedna z nich, starsza pani, nazywała się Morstinowa. Dwór żelazną ręką trzymała służąca Katarzyna, natomiast gospodynią była żona Wawrzyńca Kałwy, Stanisława zd. Gawron, siostra Mieczysława Gawrona. We dworze Skarżyńskich było dwóch rządców; jeden z nich nosił nazwisko Cielecki. ("Pamiętam, jak chodzili [po terenie majątku], każdy z laseczką" - p. J. Struzik). Edmund Skarżyński po wojnie zaczął sprzedawać działki rolne rolnikom z Podlesic; działał wtedy jako pełnomocnik Ireny z Wierzbickich Wosińskiej, zamieszkałej w Warszawie, wdowie po Kazimierzu Wosińskim. Jego syn, ostatni właściciel majątku, Michał Skarżyński z żoną Stanisławą w latach 60. wyjechał z Podlesic do Warszawy (mieli jednego syna, Jana), sprzedając pozostałości majątku razem z dworem p. Dudkowi. Zamiarem Skarżyńskich było pierwotnie wybudowanie na jednej z działek dworskich szkoły powszechnej, co nie doszło do skutku. Za PRL szkoła podstawowa mieściła się w pomieszczeniach dawnego budynku dworu, udostępnionych przez pp. Dudków. Obecnie budynek mieszkalny i pozostałości budynków gospodarczych należą do rodziny Dudków.
Karina Stempel-Gancarczyk

Kolej i stacja w Jeżówce

Bardzo ważna dla historii Podlesic, a także dla rozwoju naszej wsi, a może nawet decydująca o jej istnieniu i przetrwaniu w XX wieku, była i jest stacja kolejowa „Jeżówka”. Nosząca nazwę sąsiadującej z nami wsi, stacja w rzeczywistości wyznacza początek Podlesic II. Przez lata służyła mieszkańcom dojeżdżającym do pracy i do szkoły. Budynek stacyjny (kazarma), przez wiele lat służący również jako budynek mieszkalny, został już rozebrany.

Jaka była geneza powstania stacji? Pisze o tym obszernie R. Kyzioł w monografii Jeżówki. Pozwolę sobie przytoczyć kilka wymienianych przez niego faktów (s. 158-159).
W XIX wieku, wraz z rozwojem przemysłu, wzrastało znaczenie kolei żelaznych. Na naszym terenie bezpośrednim powodem budowy kolei stał się intensywny rozwój Zagłębia Dąbrowskiego, zwłaszcza rozbudowa kopalń węglowych i hut, oraz perspektywa handlu z Niemcami, którzy intensywnie uprzemysławiali Górny Śląsk, znajdujący się w zaborze pruskim. Zaczęto budować linię kolejową łączącą Iwanogród (Dęblin) z Dąbrową Górniczą.
Na specjalne polecenie władz carskich kolej musiała przebiegać przez tunel (który w przypadku wojny łatwo można było zburzyć). Niedaleko Miechowa, we wsi Uniejów-Rędziny, wydrążono tunel o długości ok. 760 m i tak powstała stacja kolejowa Tunel. Pierwotnie szlak kolejowy wytyczono przez Tunel do Miechowa, a stamtąd do Wolbromia i dalej na zachód. Jednak ówczesny właściciel Charsznicy bardzo się starał, aby kolej przebiegała przez jego włości. Przekupił planistów, aby sfałszowali projekt i dopisali na mapie nazwę Miechów-Charsznica. Tor ominął Miechów, gdzie na kolej musiano czekać do 1934 r. Przez Jeżówkę pierwszy pociąg przejechał natomiast już w 1885 r. Kolej była jednotorowa, o szerokim prześwicie. Przy jej budowie pracowało wielu robotników, również miejscowa ludność, a co ciekawe, do pomocy sprowadzono nawet grupę Litwinów. W 1903 r. wybudowano drugi tor, również szeroki. Oba tory zostały przebudowane na rozstaw europejski po 1918 r. Pociągi w Jeżówce nie zatrzymywały się jednak aż do lat 50. XX w.

Pod koniec XIX w. zbudowano budynek stacyjny, czyli kazarmę. Kazarmy, budowane co kilkadziesiąt kilometrów, pełniły funkcje strażnic oraz domów mieszkalnych dla pracowników kolei. Jak zapewne wszyscy jeszcze pamiętają, także jeżowska stacja służyła jako budynek mieszkalny, m.in. dla rodzin Giżyckich i Makowskich. Jak wspomina mój wujek Roman Seweryn, w kazarmie mieszkała jeszcze wdowa o nazwisku Gajos i Stanisław Rusek.
Przystanek kolejowy zaczął funkcjonować około roku 1951. Perony były przesunięte w stosunku do obecnych i pociągi zatrzymywały się w taki sposób, że środek składu ustawiał się na wprost schodów. Dopiero podczas prac elektryfikacyjnych perony przebudowano tak, że są wysunięte bardziej na zachód. Obok schodów, po lewej stronie, patrząc od dołu, w latach 50. znajdował się ułożony z elementów ceramicznych biały orzeł na czerwonym polu, który z czasem został zniszczony. Na stacji przez całą dobę pełnił służbę dyżurny ruchu, który jednocześnie sprzedawał bilety. Podróżni mieli do swojej dyspozycji poczekalnię, z piecem kaflowym, ogrzewaną w zimie.
[Ja sama dobrze pamiętam jeszcze poczekalnię z piecem i okienko biletowe. Wydaje mi się, że zostało zlikwidowane około roku 1986 – 87. Jeżeli ktoś pamięta, kiedy dokładnie się to stało, proszę o informację].

Stacja służyła także ludziom zamieszkującym sąsiednie wsie. Przychodzili tu mieszkańcy Wierzbia, Chliny, Łobzowa, Bożej Woli, Sulisławic czy Wierzchowiska, dojeżdżający do pracy na Śląsk.
W latach 60. XX w. przeprowadzono elektryfikację tego odcinka kolejowego. Pierwszy pociąg elektryczny przejechał przez Jeżówkę w 1965 r.
Jak wspomina p. Jerzy Struzik, słyszał, że przy budowie kolei w Jeżówce pracował każdy, kto mógł. Za pracę płacono, trudno więc się dziwić, że ludzie tak garnęli się do robót. Wykopywaną ziemię trzeba było przewozić taczkami, ewentualnie końmi, jako że wtedy nie było innych możliwości. Dziadek pana Jerzego, Józef Pijaj, pracował na kolei jako zwrotniczy. W wąwozie, przez który biegną tory, była bocznica kolejowa, którą później zlikwidowano. Oprócz kolei w ówczesnych czasach nie było właściwie żadnych innych możliwości transportu towarów na większą skalę. Jako środka transportu używano niemal wyłącznie furmanek. Przed wojną właśnie furmankami przywożono węgiel z Dąbrowy Górniczej i z Kazimierza.
W czasie wojny przystanek kolejowy obsługiwali Niemcy. W Jeżówce nie było stacji, ale używano semaforów, bo pociągi kursowały bardzo często. Niemcy do ich obsługi wynajęli Stanisława Ruska. Jak pisze R. Kyzioł, za dnia funkcjonowały semafory „dające sygnały odjazdu z przystanku i tarcze regulujące wjazdy. Gdy dźwignia semaforu była podniesiona do góry, oznaczało to sygnał odjazdu, ustawiona poziomo – zakaz odjazdu. Tarcza okrągła, o czerwonym polu w żółtej otoce, ustawiona w płaszczyźnie pionowej znaczyła zakaz, przekręcona w poziom była niewidoczna, znamionowało to wolny wjazd. Mechanizmy były przy pomocy cięgieł linkami uruchamiane z budynku kazarmy. Ta sygnalizacja widoczna była jedynie za dnia. Na porę nocną wstawiano w odpowiednie gniazda lampę naftową lub karbidową i przy uruchamianiu dźwignią zmieniały się szybki z zielonej na czerwoną (...)".
Stanisław Rusek nieraz prosił o pomoc w noszeniu lamp p. Jerzego. Nauczył go, jak obniżać lampy, żeby szybki zmieniały się z zielonych na czerwone i odwrotnie. Żeby zatrzymać pociąg, jak wspomina pan Struzik, trzeba było o pół obrotu obrócić korbą. Potem tego sposobu on sam uczył partyzantów.
Jak wspomina Roman Seweryn, pomiędzy Wolbromiem a Charsznicą wybudowano 10 budek dla dróżników, w których mieszkali oni razem z rodzinami. Funkcje dróżników pełnili m.in.: Skóra, Barczyk (był toromistrzem, z jego córką ożenił się Franciszek Palski z Podlesic), Dłubacz, Dela, Kyzioł (już w Podlesicach I). Byli to pracownicy kolejowi, odpowiedzialni za dane odcinki torów.

Dziś po kazarmie "Jeżówka" pozostały tylko wspomnienia i nieliczne zdjęcia. Szkoda, że ten zabytkowy budynek popadł w ruinę i że kolej nie zdecydowała się na jego remont, lecz na rozbiórkę. Jak mówią ludzie z Podlesic, być może ktoś połakomił się na doskonałe cegły. Podczas budowy kazarmy nie używano zaprawy, lecz wapna, toteż rozbiórka była łatwa i nie uszkodziła materiału... To tylko spekulacje, faktem jest jednak, że budynek zniknął bardzo szybko, a wraz z nim część historii naszych okolic i każdego z nas.
KSG

Ty 3-2

Parowóz Ty-3-2 (prawdopodobnie z nowej serii Ty-43) z połowy XX w. Zdjęcie z archiwum rodzinnego, zrobione prawdopodobnie na trasie Wolbrom - Jeżówka (z Brzozówki).

Stacja

Nieistniejąca już kazarma w Jeżówce. Zdjęcie zrobione zimą 2005/2006.

Droga

Droga przez Podlesice II, rok 1952 (zdjęcie z archiwum rodziny R.S. Sewerynów)

Droga

Droga przez Podlesice II, lata 60. (zdjęcie z archiwum rodziny Berkowiczów i Muchów)

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Z zapisków Sołtysa

ROK 1979

Sprawozdanie

Pierwsza strona dokumentu - archiwum rodziny Muchów i Berkowiczów

Wieś nasza jest obszarowo mała, liczy 44 gospodarstwa o łącznej powierzchni 131 ha, jest to wieś typowo robotniczo-chłopska, gdyż na 190 mieszkańców poza rolnictwem jest zatrudnione 90 osób. W roku 1978 rolnicy mimo samozaopatrzenia w dużym stopniu sprzedali państwu produkty rolne wartości ponad 1400 tysięcy zł. W roku bieżącym sprzedaż ta będzie wyższa, a to wskutek tego, że została podjęta kontraktacja buraka nasiennego, zwiększyła się hodowla trzody chlewnej, jak też wzrosło pogłowie krów mlecznych i młodego bydła rzeźnego. W okresie 35-lecia Polski Ludowej dzięki staraniom aktywu wiejskiego został uruchomiony przystanek kolejowy, a mieszkańcy przy użyciu tak prymitywnych środków jak taczki i łopata usypali perony.
Wieś została zelektryfikowana wraz z wybudowaniem stacji transformatorowej. Stało się to bez żadnej dotacji państwowej.
Własnymi środkami założyliśmy wodociąg lokalny, co jest bardzo dużym obciążeniem finansowym. W roku 1978 na terenie wsi zostało wykonane tymczasowe utwardzenie drogi, na którą w następnych latach miał być położony asfalt, lecz jak do tej pory żadnych robót nie wykonano, a droga na pewnym odcinku została zdewastowana przez samochody budujące LHS. W bieżącym roku wskutek budowy linii LHS zostaliśmy pozbawieni jedynego dojazdu do wsi, gdyż przez istniejącą drogę został wykopany przekop głębokości 5 m. Wprawdzie został wykonany przejazd poprzez zniwelowanie terenu, lecz praktycznie nie nadaje się do użytku, gdyż podjazd jest bardzo stromy i kręty. Istnieje droga od strony Wierzchowiska przez Marianów, lecz na odcinku około 1500 m droga ta jest nieutwardzona, o podłożu gliniastym, co czyni ją nieprzejezdną, a droga ta bardzo by nam skróciła [dojazd] do Wolbromia. We wsi istnieje szkoła podstawowa 3-klasowa, dzieci począwszy od 4 klasy, dojeżdżają pociągiem do szkoły zbiorczej w Wolbromiu, co jest bardzo niebezpieczne z uwagi na to, że dzieci przy częstych postojach pociągów na przystanku Jeżówka zmuszone są przechodzić na peron przez wagony, gdyż brak jest przejścia między peronami.
/Ortografia uwspółcześniona - KSG/

» Pogoda dla Podlesic II
Partnerzy
Copyright ˆ 2010-2011 Podlesice II - Realizacja Shimer@o2.pl
Właściciele strony nie biorą odpowiedzialności za treści zamieszczone przez osoby trzecie ani za teksty cytowane lub pochodzące z innych serwisów (np. YouTube).